» » „Walczą” w najsłynniejszych bitwach epoki napoleońskiej

„Walczą” w najsłynniejszych bitwach epoki napoleońskiej

Mają wier­nie odtwo­rzo­ne mun­du­ry Legii Nad­wi­ślań­skiej i repli­ki bro­ni z epo­ki napo­le­oń­skiej. Do każ­dej insce­ni­za­cji są świet­nie przy­go­to­wa­ni dzię­ki cze­mu zdo­by­li reno­mę wśród pol­skich i zagra­nicz­nych rekon­struk­to­rów. Człon­ko­wie Oddzia­łu Histo­rycz­ne­go Woj­sko­wej Aka­de­mii Tech­nicz­nej „wal­czy­li” w miej­scach naj­słyn­niej­szych bitew, m.in. pod Boro­di­no, Auster­litz czy Water­loo.

Oddział Histo­rycz­ny Woj­sko­wej Aka­de­mii Tech­nicz­nej powstał na prze­ło­mie lat 2004 i 2005 i wywo­dził się z dzia­ła­ją­cej wcze­śniej w Aka­de­mii – Kom­pa­nii Hono­ro­wej WAT. Była ona eli­tar­nym pod­od­dzia­łem pod­cho­rą­żych, a jej człon­ko­wie musie­li speł­niać odpo­wied­nie wyma­ga­nia doty­czą­ce wzro­stu i spraw­no­ści fizycz­nej oraz wyka­zy­wać się wzo­ro­wą posta­wą żoł­nier­ską. Kom­pa­nia uczest­ni­czy­ła w uro­czy­sto­ściach pań­stwo­wych i woj­sko­wych, głów­nie przy­się­gach woj­sko­wych i pro­mo­cjach ofi­cer­skich orga­ni­zo­wa­nych przez WAT, a tak­że obcho­dach Dnia Pod­cho­rą­że­go. Wte­dy woj­sko­wi stu­den­ci wysta­wia­li war­tę hono­ro­wą oraz bra­li udział w insce­ni­za­cji wybu­chu powsta­nia listo­pa­do­we­go na uli­cach War­sza­wy. – Wła­śnie ten „pod­od­dział histo­rycz­ny” zapo­cząt­ko­wał powsta­nie w naszej uczel­ni Stu­denc­kie­go Koła Histo­rycz­ne­go, któ­re dziś jest tak­że nazy­wa­ne Oddzia­łem Histo­rycz­nym WAT – tłu­ma­czy Andrzej Ziół­kow­ski, opie­kun oddzia­łu.

Począt­ko­wo w sze­re­gach Oddzia­łu Histo­rycz­ne­go byli wyłącz­nie stu­den­ci cywil­ni. Dziś trzo­nem, liczą­ce­go ponad 55 osób, oddzia­łu są pod­cho­rą­żo­wie Aka­de­mii. Czym się zaj­mu­ją? Przy­go­to­wu­ją wido­wi­sko­we insce­ni­za­cje, nagry­wa­ją fil­my histo­rycz­ne i orga­ni­zu­ją spo­tka­nia na temat waż­nych wyda­rzeń histo­rycz­nych. – Bez wzglę­du na to co aku­rat robi­my, zawsze przy­świe­ca nam jeden cel. Chce­my pro­mo­wać pol­ską histo­rię woj­sko­wo­ści, doko­na­nia bojo­we wojsk pol­skich na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej oraz naszą Aka­de­mię – mówi Andrzej Ziół­kow­ski.

Legia Nadwiślańska i powstanie listopadowe

Głów­nym pro­fi­lem dzia­ła­nia oddzia­łu są insce­ni­za­cje histo­rycz­ne. Człon­ko­wie sku­pia­ją się przede wszyst­kim na odtwa­rza­niu wyda­rzeń z cza­sów napo­le­oń­skich (wystę­pu­ją wów­czas w mun­du­rach Legii Nad­wi­ślań­skiej) oraz powsta­nia listo­pa­do­we­go (odgry­wa­ją rolę słu­cha­czy Szko­ły Pod­cho­rą­żych Pie­cho­ty Kró­le­stwa Pol­skie­go, któ­rzy roz­po­czę­li zryw w 1830 roku).

Dziś oddział ma na kon­cie ponad 220 rekon­struk­cji, w tym nie­mal 60 zagra­nicz­nych. W Pol­sce byli na polach bitew, m.in. w Ostro­łę­ce (1831 r.), Raszy­nie (1809) czy Osso­wie (1920). Za gra­ni­cą z kolei odwie­dzi­li Wło­chy, Hisz­pa­nię, Litwę Rosję, Niem­cy, Austrię , Fran­cję, Wło­chy, USA, Cze­chy i Bel­gię. „Wal­czy­li” na przy­kład pod Maren­go (bitwa pomię­dzy woj­ska­mi Napo­le­ona a austriac­ki­mi w 1800 r.), Reg­gio di Emi­lia (star­cia z wło­ski­mi, anty­na­po­le­oń­ski­mi oddzia­ła­mi; w tej miej­sco­wo­ści sta­cjo­no­wa­li legio­ni­ści gen. Dąbrow­skie­go, a Józef Wybic­ki napi­sał sło­wa pie­śni nazwa­nej póź­niej Mazur­kiem Dąbrow­skie­go, 1797 r.). Byli też pod Somo­sier­rą (tam pol­scy szwo­le­że­ro­wie wal­czą­cy w armii Napo­le­ona wsła­wi­li się m.in. zdo­by­ciem stra­te­gicz­ne­go wąwo­zu w 1808 r.), pod Boro­di­no (krwa­we star­cie armii napo­le­oń­skiej z woj­ska­mi rosyj­ski­mi, któ­re otwo­rzy­ło Napo­le­ono­wi dro­gę na Moskwę, 1812 r.), Lip­skiem (klę­ska żoł­nie­rzy Napo­le­ona w star­ciu z woj­ska­mi koali­cji anty­na­po­le­oń­skiej, 1813 r.) czy fran­cu­skim Boulo­gne (zgru­po­wa­nie wojsk napo­le­oń­skich przy­go­to­wa­nych na ewen­tu­al­ne ude­rze­nie na Anglię , 1808 r.). Insce­ni­zo­wa­li tak­że zma­ga­nia pod Auster­litz (zwa­ne bitwą trzech cesa­rzy, w któ­rej klę­skę ponio­sły woj­ska rosyj­sko-austriac­kie, 1805 r.) i oczy­wi­ście Water­loo (słyn­na, ostat­nia bitwa Napo­le­ona Bona­par­te, 1815 r.).

– Legia Nad­wi­ślań­ska to spad­ko­bier­czy­ni Legio­nów Pol­skich we Wło­szech, któ­ra wie­lo­krot­nie zmie­nia­ła nazwy, struk­tu­ry i orga­ni­za­cję. Okres jej dzia­łal­no­ści był nie­zwy­kle cie­ka­wy, bo żoł­nie­rze Legii byli obec­ni na nie­mal wszyst­kich ówcze­snych euro­pej­skich fron­tach. Dla­te­go odtwa­rza­jąc jej losy, mamy moż­li­wość poka­zy­wa­nia naszych insce­ni­za­cji w aż tylu miej­scach w Euro­pie – mówi Andrzej Ziół­kow­ski. Pyta­ny o to, któ­ra z insce­ni­za­cji była naj­cie­kaw­sza, przy­zna­je, że trud­no mu wska­zać tę jed­ną wyjąt­ko­wą. – Każ­da na swój spo­sób była inte­re­su­ją­ca. Z tych waż­niej­szych wymie­nił­bym Sara­gos­sę (oblę­że­nie mia­sta przez Napo­le­ona i żoł­nie­rzy Legii Nad­wi­ślań­skiej), a za jed­ną z trud­niej­szych uznał­bym „wal­kę” pod Boro­di­no. W tym ostat­nim miej­scu na polu bitwy zgro­ma­dzi­ło się kil­ka tysię­cy osób i ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa orga­ni­za­to­rzy wpro­wa­dzi­li bar­dzo rygo­ry­stycz­ne zasa­dy poru­sza­nia się po tere­nie. Nie­sprzy­ja­ją­ce były też ostre, rosyj­skie warun­ki kli­ma­tycz­ne. Był wte­dy począ­tek wrze­śnia, a rano na tra­wie leżał szron – opo­wia­da opie­kun oddzia­łu.

St. kpr. Mate­usz Lisek dowód­ca pod­od­dzia­łu i pod­cho­rą­ży IV roku budow­nic­twa do dziś wspo­mi­na ubie­gło­rocz­ną wypra­wę do hisz­pań­skiej miej­sco­wo­ści Astor­ga, leżą­cej na szla­ku do San­tia­go de Com­po­ste­la. Oddział z WAT‑u w bar­wach Legii Nad­wi­ślań­skiej insce­ni­zo­wał wyda­rze­nia wojen­ne kam­pa­nii napo­le­oń­skiej z 1810 roku. Trwa­ją­ca ponad trzy godzi­ny bitwa „Trzech naro­dów” przy­cią­gnę­ła oko­ło tysią­ca rekon­struk­to­rów. – Do Hisz­pa­nii poje­cha­li­śmy w oko­ło 40 osób. Byli­śmy jed­nym z naj­bar­dziej zna­czą­cych pod­od­dzia­łów, bo nie dość, że tak licz­nym, to też jed­na­ko­wo umun­du­ro­wa­nym, co jest rzad­ko­ścią. Poza samą bitwą, bra­li­śmy też udział w para­dzie powi­tal­nej w Astor­dze. Chy­ba wszy­scy, z oko­ło 12 tysię­cy miesz­kań­ców tego uro­kli­we­go mia­stecz­ka, przy­szli, aby nas obej­rzeć. Było kolo­ro­wo, tłum­nie i gło­śno. Poza okrzy­ka­mi Vivat Polo­nia, Vivat Napo­le­on, sły­chać też było okrzyk Vivat Woj­sko Pol­skie – opo­wia­da pod­cho­rą­ży.

Andrzej Ziół­kow­ski pod­kre­śla, że choć naj­waż­niej­sze są dla nich dwa wspo­mnia­ne okre­sy histo­rycz­ne to zda­rza się, że przed­sta­wia­ją też inne wyda­rze­nia. Na kon­cie mają insce­ni­za­cje cho­ciaż­by insu­rek­cji kościusz­kow­skiej, powsta­nia stycz­nio­we­go, a tak­że wybra­nych epi­zo­dów z II woj­ny świa­to­wej.

Mundur dopięty na ostatni guzik

Do udzia­łu w insce­ni­za­cjach człon­ko­wie nie­kie­dy zgła­sza­ją się sami, jed­nak czę­ściej to oni otrzy­mu­ją zapro­sze­nia. Nie tyl­ko w Pol­sce zyska­li już reno­mę i opi­nię oddzia­łu świet­nie przy­go­to­wa­ne­go i wypo­sa­żo­ne­go. – Zawsze wkła­da­my mnó­stwo pra­cy w przy­go­to­wa­nia. Przed wyjaz­da­mi inten­sy­fi­ku­je­my pró­by, tre­nu­je­my wyko­ny­wa­nie komend czy poszcze­gól­ne ele­men­ty musz­try. To pozor­nie łatwe, bo o ile w musz­trze współ­cze­snej cho­dzi się zazwy­czaj czwór­ka­mi w kolum­nie, to musz­tra histo­rycz­na pole­ga na szy­ku roz­sze­rzo­nym, w takiej mniej wię­cej tyra­lie­rze – tłu­ma­czy st. kpr. pchor. Lisek.

Do insce­ni­za­cji wyko­rzy­stu­ją mun­du­ry, któ­re są repli­ka­mi tych uży­wa­nych przez 1 Kom­pa­nię Szko­ły Pod­cho­rą­żych Pie­cho­ty Kró­le­stwa Pol­skie­go. – Jak coś robić, to na sto pro­cent. Nasze mun­du­ry zosta­ły uszy­te na spe­cjal­ne zamó­wie­nie, u pro­fe­sjo­na­li­stów. Są zre­kon­stru­owa­ne „do ostat­niej nitecz­ki”, na pod­sta­wie doku­men­ta­cji histo­rycz­nej – zazna­cza Andrzej Ziół­kow­ski. Oddział wypo­sa­żo­ny jest też w ponad 20 sztuk bro­ni pal­nej. To kara­bi­ny pie­cho­ty AN IX wz. 1777, będą­ce pro­cho­wą, w peł­ni spraw­ną bro­nią pal­ną. Każ­dy z człon­ków oddzia­łu musi znać zasa­dy jej dzia­ła­nia. – Człon­ko­stwo wią­że się z nie­ustan­nym szko­le­niem. Ci począt­ku­ją­cy zaczy­na­ją od obsłu­gi bro­ni, zasad nosze­nia umun­du­ro­wa­nia, pod­sta­wy musz­try bojo­wej i repre­zen­ta­cyj­nej. Ale nawet jak ktoś jest w oddzia­le dłu­żej, też musi dosko­na­lić naby­te umie­jęt­no­ści. Na polu bitwy waż­ne jest, by wszyst­ko robić zgod­nie z zasa­da­mi epo­ki – mówi Andrzej Ziół­kow­ski.

Insce­ni­za­cje nie są jedy­nym pomy­słem oddzia­łu na histo­rycz­ną edu­ka­cję. Czę­sto orga­ni­zu­ją spo­tka­nia, pod­czas któ­rych godzi­na­mi roz­pra­wia­ją o histo­rii. – To cał­kiem natu­ral­ne, bo prze­cież nie może być tak, że ktoś, kto wkła­da na sie­bie mun­dur, nie wie jaką for­ma­cję repre­zen­tu­je, nie zna jej histo­rii i tra­dy­cji. Ale nasze roz­mo­wy bar­dzo czę­sto wykra­cza­ją poza dwie, będą­ce w krę­gu naszych zain­te­re­so­wań, epo­ki. Nasz opie­kun potra­fi zara­zić pasją, spra­wić, że czło­wiek chce wie­dzieć jesz­cze wię­cej niż to, o czym może prze­czy­tać w książ­kach – mówi szer. Kac­per Latos, pod­cho­rą­ży IV roku elek­tro­ni­ki i tele­ko­mu­ni­ka­cji.

Nie­rzad­ko zda­rza się, że nagry­wa­ją histo­rycz­ne fil­my. Ten o powsta­niu listo­pa­do­wym był krę­co­ny w miej­scach ówcze­snych wyda­rzeń, rów­nież w Bel­we­de­rze. Ostat­ni film stu­den­ci poświę­ci­li z kolei 80. rocz­ni­cy wybu­chy II woj­ny świa­to­wej. – Przy­bli­ża­my histo­rię w róż­ny spo­sób, bo nie cho­dzi o to, by usiąść w sali i robić wykła­dy. Wie­lu przy­cho­dzi ze zwy­kłej cie­ka­wo­ści, a potem zosta­je. Dla takich ludzi, pasjo­na­tów, cie­ka­wych świa­ta i histo­rii war­to pra­co­wać – przy­zna­je Andrzej Ziół­kow­ski.

Podob­ne odczu­cia mają sami stu­den­ci. Dla nich człon­ko­stwo w oddzia­le to moż­li­wość zgłę­bie­nia histo­rii nie tyl­ko z kart ksią­żek, ale też czyn­ny udział w jej pozna­wa­niu. Nie bez zna­cze­nia jest moż­li­wość zwie­dza­nia miejsc, w któ­rych two­rzy­ła się histo­ria. – Jako dowód­ca pod­od­dzia­łu dostrze­gam jesz­cze jed­ną korzyść. Ponie­waż muszę wie­le spraw zor­ga­ni­zo­wać, koor­dy­no­wać pra­cę wie­lu osób, zysku­ję ogrom­ne doświad­cze­nie, któ­re z pew­no­ścią przy­da mi się jako przy­szłe­mu ofi­ce­ro­wi – mówi st. kpr. Lisek.

Pau­li­na Glińska/www​.pol​ska​-zbroj​na​.pl
fot. Oddział Histo­rycz­ny WAT