» » Relacja z wyprawy na Kazbek

Relacja z wyprawy na Kazbek

wpis w: SWF | 0

Parę miesięcy temu pojawiły się rozmowy na temat wejścia na którąś z wyższych gór. Początkowo wybór padł na Elbrus, wiadomo, korona Ziemi i te sprawy. Niestety pojawiły się problemy z dojazdem do Rosji. Nie mając zbyt wiele czasu na rozwiązanie wszystkich tych problemów zmieniliśmy górę, na niższy ale trudniejszy Kazbek. Przygotowania oraz kompletowanie sprzętu zbiegły się z sesją oraz praktykami, mimo to udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik.

Do Gruzji trafiliśmy pod koniec lipca. Nie marnując czasu od razu udaliśmy się do Stepancmindy, miasteczka położonego u stóp góry, której zbocza miały się stać naszym domem przez kolejny tydzień. Kazbek to nieco ponad pięciotysięczny (5033 m n.p.m) drzemiący wulkan, jedno z najbardziej znanych obliczy Gruzji, przez miejscowych zwany Lodowym Szczytem (Mkinwarcweri). Pierwszy dzień spędziliśmy na przyjemnym, dziesięciokilometrowym trekkingu ze Stepancmindy do miejsca pierwszego noclegu na wysokości 3000 m n.p.m. Kolejny dzień to przejście dolnej części lodowca Gergeti i dotarcie do okolicy Stacji Meteo, skąd będziemy wychodzili w kierunku szczytu. Przejście lodowca nie wymagało używania jakiegokolwiek sprzętu, wiec krótki spacer i po 2 godzinach byliśmy na miejscu, na wysokości 3653m n.p.m. Tego dnia zostało nam bardzo dużo wolnego czasu, więc postanowiliśmy, w ramach aklimatyzacji, wejść na pobliskie wzniesienie gdzie mieściła się mała kapliczka. Na trzeci dzień zaplanowaliśmy wyjście aklimatyzacyjne na wysokość około 4200m n.p.m. którego celem było także zapoznanie się z trasą, którą przyjdzie nam pokonywać w środku nocy. Kilkugodzinny trekking dał nam się nieco we znaki, z powodu wysokości i niedostatecznej ilości wypitej wody, braki te uzupełniliśmy zaraz po zejściu do namiotów. Resztę dnia spędziliśmy odpoczywając przed nocnym wyjściem w kierunku szczytu, które zaplanowaliśmy na godzinę 2:30.

Budzimy się w środku nocy, niebo pokryte chmurami, choć udało nam się dostrzec parę gwiazd – zdecydowaliśmy się ruszać. Z każdą upływającą minutą pogoda robi się coraz gorsza. W gęstej mgle, o świcie dochodzimy do górnych partii lodowca. Widoczność zerowa. Niestety musimy zawrócić, góra nie pozwoliła dziś stanąć na jej szczycie nikomu. Szybko wróciliśmy do namiotu by zdrzemnąć się choć na chwilę. Jutro w końcu czeka nas powtórka z rozrywki. W nocy wszystko się powtarza, wstajemy, jemy, sprawdzamy plecaki i ruszamy w górę. Tym razem niebo jest idealnie czyste, wieje delikatny wiatr, a temperatura spada znacznie poniżej zera. Gdy doszliśmy do górnej części lodowca, wszystko dookoła zaczyna spowijać mgła, widoczność spada do zaledwie kilku metrów, tym razem idziemy dalej. W szczytowych partiach góry zaczyna się robić korek (dogoniliśmy grupę Polaków, która wyszła ponad dwie godziny przed nami). Musimy zatrzymywać się co kilka minut. Mgła i dość wysoka temperatura (okolice 0° Celsjusza) sprawiają, że na naszych ubraniach zaczyna pojawiać się woda, co w połączeniu z silnie wiejącym wiatrem sprawia, że szybko się wychładzamy czekając, aż będzie można iść dalej (spore nachylenie zbocza i duża ilość osób nie pozwalały już na wyminięcie kolejnych osób). Mimo tego zwolnionego tempa na szczycie stajemy koło 8:30. Widoków niestety nie uświadczyliśmy z powodu gęstej mgły. Zrobiliśmy jednak kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyliśmy w dół. Po dojściu do namiotu czekało nas spakowanie całego sprzętu i zejście na ostatni nocleg na wysokość 3000m n.p.m. Ostatniego dnia zmęczeni ale zadowoleni zeszliśmy z góry by świętować sukces.

Kazbek jest górą bardzo często lekceważoną przez osoby chcące wejść na jej wierzchołek. Jest to samotnie stojący, uśpiony wulkan, w otoczeniu którego nie ma innych szczytów o podobnej wysokości. Wieją tu bardzo silne wiatry oraz każdego dnia następuje załamanie pogody. Z tego powodu na zboczach góry stacjonują polscy ratownicy, którzy niosą pomoc każdemu potrzebującemu. Niestety wielu ludzi z własnej głupoty naraża siebie oraz ratowników na niebezpieczeństwo. Góra nie jest bardzo wymagająca, lecz mimo wszystko należy zachować zdrowy rozsądek próbując wejść na szczyt. Dodatkowo wiele agencji i osób prywatnych korzysta z możliwości przetransportowania całego bagażu do wysokości 3653m n.p.m. przez konie, co znacząco ułatwia wejście. My jednak zachęcamy do osobistego wnoszenia swoich rzeczy, sukces smakuje wtedy znacznie lepiej.

Tekst i foto: Patryk Popłonyk i Przemysław Pasek
Koło Wspinaczkowe WAT