» » Raport z Francji

Raport z Francji

wpis w: Aktualności | 0

„Za nami już 8 egzaminów, 4 jeszcze przed nami. Niestety nie znamy naszych ocen, dowiemy się dopiero na koniec semestru. W piątek rozpoczynamy manewry i ćwiczenia, które potrwają cały weekend” – meldują podchorążowie WAT ze stypendium we Francji. Od września pchor. Patryk Plewa i pchor. Oskar Zadora z Wydziału Cybernetyki studiują w École Spéciale Militaire de Saint-Cyr w ramach programu wymiany studentów Erasmus+.

W Akademii uczą się kadeci z całego świata. „Najwięcej jest oczywiście Francuzów, na drugi miejscu wymieniłbym kadetów z krajów arabskich. Dużą część stanowią też Niemcy, którzy mają szeroko rozwinięty program wymian i obowiązkowo odbywają przeszkolenie za granicą” – mówi pchor. Patryk Plewa. „W mojej grupie szkoleniowej są podchorążowie z Hiszpanii, Włoch, Francji, Niemiec i Japonii. Ale mam też kolegów wśród kadetów z USA, Litwy, Kanady i Peru” – dodaje.

Polacy spędzają na stypendium jeden semestr. Nauka we francuskiej uczelni zazwyczaj odbywa się w małych grupach, nie ma typowego podziału na wykłady, ćwiczenia i laboratoria, wszystkie zajęcia mają charakter interaktywnego wykładu. W trakcie nauki nie ma kartkówek i zaliczeń, ale wykładowcy wymagają przygotowania prezentacji lub esejów, na koniec każdego przedmiotu jest egzamin. Skala ocen we Francji wynosi od 0 do 20.

Oprócz nauki Polacy biorą udział we wszystkich zajęciach organizowanych przez Akademię. „Mieliśmy już zajęcia z historii i ćwiczenia praktyczne w północnej Normandii, w tym na słynnej plaży Omaha, a w grudniu – razem z innymi kadetami pierwszego i drugiego roku – uczestniczyliśmy w całodziennej rekonstrukcji bitwy pod Austerlitz. Widowisko przyciąga na poligon w Saint-Cyr wielbicieli z całego kraju. Rekonstruktorzy są wyposażeni w autentyczną broń palną pochodząca z tamtej epoki. Manewrom towarzyszą wybuchy pirotechniki przygotowanej przez saperów, granatów oraz strzały oddawane z broni indywidualnej. W całym pokazie oprócz kadetów udział biorą operatorzy armat, piloci samolotów, profesjonalni aktorzy oraz specjaliści od jazdy konnej. Dzięki staraniom kadetów udało się nawet sprowadzić żywego słonia na pole bitwy. Na zakończenie całego dnia skoczek spadochronowy dał pokaz „lądowania w punkt” – opowiada pchor. Plewa. „A po oficjalnej części, czyli po zakończeniu rekonstrukcji, rozpoczyna się regularna bitwa pomiędzy rocznikami. Celem jest przejęcie sztandaru wrogiego ugrupowania. Nie ma żadnych reguł, wszystkie zagrywki są dozwolone. Kadeci przygotowują domowej produkcji granaty, proce, a także korzystają z naturalnej amunicji jak np. jajka. Po niezbyt jednogłośnym werdykcie można stwierdzić, że nasz batalion – drugi rok – wygrał bitwę, czyli zgodnie z coroczną tradycją, kiedy to „pierwszaki” nie wiedzą czego się spodziewać i przegrywają” – mówi podchorąży.

Szkoła, którą założył w 1802 r. Napoleon Bonaparte, jest silnie związana ze swoimi tradycjami. Dla kadetów spoza Francji niektóre mogą wydawać się dziwne, jak np. chodzenie przez całą noc z pochodniami albo przekręcanie wszystkich znaków i tabliczek do góry nogami. Tradycje podkreślane są też poprzez nazewnictwo, każda ulica, klatka schodowa czy skwer nazwane są na cześć innego wojskowego dowódcy. Ceremoniał wojskowy również różni się od naszego. We Francji w głównej mierze uroczystości opierają się na śpiewaniu, a defilady nie są tak widowiskowe jak w Polsce.

Kampus francuskiej Akademii jest dużo większy niż WAT, razem z poligonem ma powierzchnię ponad 50 km kw. Oprócz sal wykładowych i akademików, na jego terenie znajdują się lasy, jeziora, kościół protestancki, 3 restauracje, poczta oraz budynki administracyjne. Są też stajnie, basen i inne obiekty sportowo-rekreacyjne. „W ciągu tygodnia odbywa się 6 godzin zajęć sportowych w plutonach i dodatkowo 2 godziny w sekcji do wyboru. Początkowo wybrałem sekcję koszykówki i reprezentowałem swój batalion na rozgrywkach. Obecnie trenuję w sekcji ergometru. W ramach zaliczenia wf-u trzeba zdać egzaminy: podciąganie na drążku nachwytem, „pompki”, „brzuszki”, bieg na 3 km, bieg na 9600 m, test Coopera, wspinaczka 10 m po linie bez nóg, tor przeszkód oraz pływanie” – relacjonuje pchor. Plewa.

A jak wygląda typowy dzień z życia podchorążego? „Inaczej niż w WAT” – mówi student. „We francuskiej Akademii nie ma zorganizowanej pobudki czy zaprawy. Rozkazy są podawane dzień wcześniej i każdy wie, o której godzinie musi wstać żeby się przygotować do zajęć. Rano odbywa się apel, a w poniedziałki rozprowadzenie z dowódcą batalionu. Następnie rozpoczynają się zajęcia. Między godziną 12 a 14 jest przerwa obiadowa. Następnie znowu zajęcia do godziny 18. Potem kolacja i czas wolny. W Akademii nie funkcjonuje pojęcie przepustki. Jeżeli żadne plany czy rozkazy nie przewidują, że jest się zajętym, można swobodnie opuszczać teren Akademii” – mówi pchor. Plewa.  

Polacy nie mieli problemów z odnalezieniem się w nowej uczelni, w Akademii funkcjonuje system „binome” czyli „dwójkowych”. Każdy zagraniczny kadet ma przypisanego francuskiego kadeta jako swojego mentora, który jest odpowiedzialny za przekazywanie mu wszystkich informacji i pomoc w życiu codziennym. Podchorążowie chwalą sobie zakwaterowanie. Każdy kadet na drugim roku ma własny pokój w łazienką. „Pokoje są przestronne, dobrze umeblowane, z ogromnym biurkiem, dostępem do internetu i telewizją. Czas po zajęciach spędzamy w „popote” – czyli wspólnej sali, w której toczy się całe życie towarzyskie” – dodaje.

W ramach postępowania kwalifikacyjnego do Erasmusa podchorążowie musieli wykazać się dobrą znajomością języka angielskiego. „Nie mam problemu, żeby porozumieć się z wykładowcami i innymi kadetami w Akademii, ale poza kampusem jest trochę gorzej. Francuzi w większości nie mówią wcale po angielsku, a jeżeli mówią to w stopniu co najwyżej komunikatywnym. Jadąc na zakupy albo do miasta musimy się liczyć z trudnościami z komunikacją” – opisuje podchorąży.

Oprócz nauki i wojskowego treningu Polacy starają się wykorzystać wolny czas na zwiedzanie. „Kiedy tylko mamy wolny weekend, nie marnujemy czasu i podróżujemy, poznajemy różne zakątki Francji. Do tej pory udało nam się odwiedzić: Paryż, Orlean, Vannes, Nantes, Lorient, Bordeaux, Tuluzę, Carcassonne, Brest, Saint-Michael i Saint-Malo” – przyznaje pchor. Plewa.

„To na pewno bardzo intensywny semestr, ale uczymy się wielu nowych rzeczy, poszerzamy horyzonty” – mówią zgodnie podchorążowie i zachęcają kolegów do wyjazdów na zagraniczne uczelnie. W „wojskowym Erasmusie” mogą uczestniczyć studenci, którzy ukończyli II rok studiów, podczas piątego lub szóstego semestru, ale myśleć o wyjeździe trzeba dużo wcześniej. Żeby starać się o stypendium student nie może mieć żadnych zaległości w nauce, np. niezaliczonych egzaminów.

Agata Reed
fot. Patryk Plewa